Leon na drodze rozwoju duchowego, aktualności.
Blog > Komentarze do wpisu

Radykalne Wypaczanie.

Jako, że z sąsiadem zza miedzy mamy cały czas moralne niepokoje i etyczne konflikty na wielu poziomach, chciałem "uzdrowić nasze relacje".
Przeczytałem w internecie, że jest metoda amerykańska i sprawdzona, niedaleko i niedrogo. Ubrałem się w garnitur po chińskim lamie i wybrałem się do pobliskiego miasta na reklamowany kurs Radykalnego Wybaczania.

Tam pewna otyła kobieta z dyplomem amerykańskiej uczelni i mokrymi od łez oczami, wciskając sobie rękę między olbrzymie piersi, przekonywała wszystkich przez pierwszą godzinę, że to, czego nienawidzimy jest "emanacją nas samych". Żeby "uzdrowić relacje" należy sobie wybaczyć swoją głupotę i innym równolegle, a w ten sposób wszystko ulega naprawie - w:

a. szczerym słowie,
b. objęciu na misia,
c. radykalnym spojrzeniu, wycelowanym prosto w oczy człowieka podległego wypaczaniu.

Mówiła, posapując z ekscytacji, że te wszystkie nieporozumienia i animozje związane są z karmą ludzi. Tego nie zrozumiałem, bo pomyślałem w pierwszej chwili, że na kurs gotowania trafiłem, ale okazało się, że ta karma, to taki posiłek, co zjedliśmy w poprzednim wcieleniu i do teraz się nam odbija.

Kurs wywołał we mnie falę wzruszeń i refleksji, bo u mnie zawsze była skłonność do bycia z naturą, akceptacja wróbli, żab, wszelakiej zwierzyny leśnej. Pojąłem, że te zwierzątka niczym mnie nie uraziły w przeszłości, bo co mi tam. Nawet, jak ptak mnie osra, zetrze się, a Znachor mówi, że to jeszcze dobry znak, i dopowiada - dobrze, że krowy nie latają, ino chodzą po Ziemi jako i ludzie.

Tak mnie te prawdy ujęły, że nawet wg zaleceń "się otworzyłem" i parę słów dodałem od siebie.

Bo natura lasu i pól, ziemi ornej i jej mieszkańców nie ma żadnych oczekiwań, tabula raza w relacjach. Żadnej potrzeby wypaczania naturalnego porządku przyroda nie potrzebuje.  Jednak czasem zdarzają się trudniejsze wyjątki, co przytoczyłem na quorum kursu amerykańskiej metody, w przykładzie historii z mojego wiejskiego życia.

Historia.
Chodzi o to, że pies mojego sąsiada erotomana mnie nie znosi, jak i jego pan, z którym mamy różne scysje.

Według Pani XXL, którą nazwałem po tym wszystkim Radykalnie Wypaczoną, Sąsiad mój w poprzednim wcieleniu mógł być kobietą, którą Burek ówczesny chłop, a obecnie pies, dosiadał o każdej porze dnia i nocy, jako i teraz robi ze wszystkim, co się rusza. D0 tego stopnia ma temperament nieokiełznany, że nasz Leśniczy dał PISEMNY zakaz wprowadzania Burka do lasu, by genów nie mieszać, bo się dziki zaczęły szczekające plenić po ruczaju.

I jaki pies taki sąsiad, oba niczemu nie przepuszczą, a o antykoncepcji, planowaniu i kalendarzyku rui, oba tyle samo wiedzą, co nic. Burek ma potomstwo rozsiane po całym lesie, lisy z jego mordami się plączą po śmietnikach i kury duszą, abo gwałcą podobno czasami, bo po tatusiu mają geny.

A z drugiej strony lustra, Kobieta, co jest żoną tego zboczka zza miedzy prawie odeszła przy 18 porodzie razem z trojaczkami - niespodzianką, co je w sobie nosiła. Podobno zawału dostała na sali, jak po pierwszej i drugiej, trzecia dzidzia chciała wychodzić. Jak było, nie wiadomo, bo to tajemnica boska i lekarska.  Sąsiad żartuje, że 21 to oczko, ale 44, to jest dopiero liczba doskonała wg wieszczy i łóżko ciągle im trzeszczy.

W każdym razie po 5 godzinach kursu Wypaczania, jak opowiedziałem parę historii, to pani XXL powiedziała, że ona "ekskiuzmi", ale już nie wie, kto te zajęcia prowadzi, bo cały czas przemawiam, że mam wyjść i najpierw pójść się odrobaczyć z tego gadulstwa.

Pieniądze za kurs wróciła tylko w połowie, to jej radykalnie chciałem wypaczyć opony w samochodzie, tak, żeby się poszwendała po okolicy przez parę dni, szukając gum na amerykańskie felgi,  oryginalne, jak jej dyplom, akceunt z szikago i "sensytywne wyczucie człowieka" - warte tyle wg mię, co sąsiada mojego słowo honoru, że

kozy... to w życiu, by nie ruszył!


A ciekawe czemu jego koza, co rano krzyczy Mieeeeeetek!...

Radykalnie jest teraz wszystko
wypaczone po amerykańsku
i z dyplomem

Leon.

P.S.

Pamiętaj, że Karma dotyka rodziny. Dzieje się tak, bo jedno jedzą w poprzednim życiu na śniadania, obiady i kolacje, i tym samym się im później odbija i podobne przyciąga podobne, więc stół karmiczny ich łączy na wieki.

Więc jak się twojemu bliskiemu odbije, to mu radykalnie wybacz, bo to podobno likwiduje "rodzinne smrody", nawet te po zupie z amerykańskim czosnkiem.

Teraz idę na kurs bretharian, co nie jedzą, jeno światło wciągają - z żarówek 200W, jak chcą obficiej, a tak  normalnie, to se z diody kieszonkowej ssią.



czwartek, 08 stycznia 2009, merhlin
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/01/08 17:47:37
Dobre, bardzo dobre, przecież wszyscy wiedzą, że oni ściemniają.
-
Gość: Ilona, aro101.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/07/25 17:20:30
Po przeczytaniu twojego wpisu poczułam się nieswojo. Krytykujesz coś, czego chyba nie rozumiesz. Nawet jak samo szkolenie nie było udane to nie jest to wina metody ale może prowadzącej... A poza tym dziwne było twoje zachowanie - chęć przebicia opon bo nie zwróciła Ci pieniędzy... czy w ogóle było w umowie powiedziane że ma Ci zwrócić? Mam wrażenie, że myślisz, że Tobie się wszystko należy. Ciekawe z jakiej racji?
-
Gość: Wieczko, exe166.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/12/12 19:59:46
A to dobre, sie uśmiałem , chylę czoło - potrzebowałem takiego textu by rozładowac to co narosło wokół mojego pola rodziny, dawno nie smiałem sie z tego co saM robie a ty to potrafisz. Szacun.
-
Gość: LaMir, cpc3-dals14-0-0-cust299.hari.cable.virginmedia.com
2011/09/22 16:42:56
smutne, ze tak czesto prawdziwe, pozdro!